Magik
Base Info
- ChapterRozdział All Kill
- Difficulty
- Speed115%4.6 m/s
Perks
Feature
Zabójca atakujący z dystansu. Potrafi szybko wyrzucić chmarę ostrzy dzięki mocy Popis.
Jego umiejętności specjalne – Oczarowanie, Klątwa: Panowanie nad tłumem i Bez Wyjścia – umożliwiają mu szybkie powalanie ocalałych i blokowanie obszarów na swoją korzyść.
Jego umiejętności specjalne – Oczarowanie, Klątwa: Panowanie nad tłumem i Bez Wyjścia – umożliwiają mu szybkie powalanie ocalałych i blokowanie obszarów na swoją korzyść.
Skill
Popis
Hipnotyzująca umiejętność opanowana przez lata praktyki – Ji-Woon Hak potrafi rzucać nożami z zabójczą prędkością.
POPIS
Rozpoczynasz próbę z 44 nożami. Naciśnij i przytrzymaj przycisk mocy, aby przygotować się i wejść w tryb rzucania.
W trybie rzucania naciśnij przycisk ataku, aby rzucić jednym ostrzem, lub przytrzymaj przycisk ataku, aby zasypać ofiarę ostrzami. Noże uzupełnia się w szafkach.
Miernik poszarpania: Miernik poszarpania ocalałego wzrasta po każdym trafieniu nożem. Gdy wskaźnik zostanie wypełniony, ocalały straci stan zdrowia – zostanie ranny lub powalony.
Miernik poszarpania ocalałego stopniowo spada, jeśli ofiara nie otrzyma ciosu nożem przez krótki czas. Trafienie ocalałego podstawowym atakiem natychmiast obniża miernik poszarpania.
UMIEJĘTNOŚĆ SPECJALNA: Gwóźdź Programu
Każde trafienie ostrzem napełnia miernik programu. Po jego wypełnieniu można uruchomić Gwóźdź Programu za pomocą przycisku umiejętności. W tym trybie Magik automatycznie rzuca nielimitowaną liczbą noży przez cały czas trwania Gwoździa Programu. Prędkość rzutów zostaje znacznie zwiększona. Gwóźdź Programu można anulować przyciskiem umiejętności. Powoduje to wyzerowanie miernika programu i rozpoczęcie czasu odnawiania Popisu.
POPIS
Rozpoczynasz próbę z 44 nożami. Naciśnij i przytrzymaj przycisk mocy, aby przygotować się i wejść w tryb rzucania.
W trybie rzucania naciśnij przycisk ataku, aby rzucić jednym ostrzem, lub przytrzymaj przycisk ataku, aby zasypać ofiarę ostrzami. Noże uzupełnia się w szafkach.
Miernik poszarpania: Miernik poszarpania ocalałego wzrasta po każdym trafieniu nożem. Gdy wskaźnik zostanie wypełniony, ocalały straci stan zdrowia – zostanie ranny lub powalony.
Miernik poszarpania ocalałego stopniowo spada, jeśli ofiara nie otrzyma ciosu nożem przez krótki czas. Trafienie ocalałego podstawowym atakiem natychmiast obniża miernik poszarpania.
UMIEJĘTNOŚĆ SPECJALNA: Gwóźdź Programu
Każde trafienie ostrzem napełnia miernik programu. Po jego wypełnieniu można uruchomić Gwóźdź Programu za pomocą przycisku umiejętności. W tym trybie Magik automatycznie rzuca nielimitowaną liczbą noży przez cały czas trwania Gwoździa Programu. Prędkość rzutów zostaje znacznie zwiększona. Gwóźdź Programu można anulować przyciskiem umiejętności. Powoduje to wyzerowanie miernika programu i rozpoczęcie czasu odnawiania Popisu.
Story
Ji-Woon Hak kwitł, gdy otrzymywał uwagę innych. Napędzało go każde oko, które na niego patrzyło, i każdy język, który wymawiał jego imię. W całym tym prestiżu miał tylko jedno pragnienie: więcej. Już jako dziecko znajdował sposoby, by przyciągać tłumy. Podczas pracy w rodzinnej restauracji uatrakcyjniał lokal za pomocą przedstawień, podczas których popisywał się sztuką rzucania nożami. Naiwni turyści wierzyli, że była to południowokoreańska tradycja, i z radością płacili, by oglądać pokazy. Ojciec Ji-Woona wydał zarobione na restauracji pieniądze na lekcje śpiewu i tańca dla syna, pchając go ku sławie, której sam nigdy nie osiągnął.
Ji-Woon nie zawiódł oczekiwań ojca. Po latach prezentowania umiejętności nieistotnym ludziom na konkursach talentów trafił na drogę do gwiazdorstwa. Yun-Jin Lee, producentka w Mightee One Entertainment, przyjęła go do programu szkoleniowego. Przeniósł się do internatu w Seulu, gdzie przez czternaście godzin dziennie zmieniany był w gwiazdę, uczony ruchów i śpiewu oraz odpowiedniej równowagi pewności siebie i skromności.
Trening był wykańczający, ale działał. Yun-Jin wybrała Ji-Woona, aby dołączył do zespołu NO SPIN i wprowadził do grupy nową energię. Sława przyszła niemal od razu. Ji-Woon żył wśród wywiadów i zachwytu. I choć zabiegany harmonogram męczył członków jego zespołu, on sam był pełen energii. Każdy dzień potwierdzał, że był lepszy od miernot nieustannie wypluwanych przez społeczeństwo.
Jednak z czasem szampan stracił swój smak. Gdy Ji-Woon patrzył na fanów, widział, że ich radość i zazdrość dzielą się na pięciu członków zespołu. To spostrzeżenie sprawiło, że desperacko zapragnął czegoś więcej.
Ji-Woon zachowywał pozory i udawał urok, który dawno zatonął w morzu pogardy. Nagrał ostatni album NO SPIN z kolegami bez najmniejszej pomyłki. Po długiej przerwie obiadowej wrócił do studia i odkrył, że los zrobił mu prezent. Zapachu spalonych kabli nie dało się z niczym pomylić. Popędził do pokoju producenta i znalazł drzwi zablokowane przewróconymi głośnikami. Po drugiej stronie koledzy z zespołu walili w drzwi, a im wrzaskom towarzyszyło trzaskanie płomieni.
Ji-Woon zawołał do nich, popędził do głośników, podniósł jeden z nich i… zatrzymał się. Zamarł. Każdy oddech był świadomym procesem wymagającym pełni jego uwagi. Pobliskie krzyki były ledwie słyszalne. Wycofał się. I wtedy to usłyszał. Płonęli i wrzeszczeli jego imię. Błagali, żeby ich uratował. Ji-Woon! Ji-Woon! Ji-Woon Hak! Była to najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszał. Gdy przybyli strażacy, jego łzy nie były udawane.
Ji-Woon został okrzyknięty postacią tragiczną – bohaterem, który zrobił wszystko, co mógł, by ratować przyjaciół. Yun-Jin prowadziła go przez wywiady, aż nadszedł czas na zmianę marki. Odrodził się jako Magik – artysta solowy, który sam tworzył swoje piosenki i skrywał czułe serce pod dziką powłoką. Jednak poza aranżacjami koncertów i scen w telewizji pojawiło się w nim coś mrocznego.
Za cel obierał tych, którzy mieszkali sami. Przychodził do nich w nocy. Pierwszy był student, do którego pokoju prowadziły schody przeciwpożarowe. Ji-Woon obudził mężczyznę uderzeniem kija bejsbolowego w głowę. Związał mu ręce i nogi, zakneblował szmatą i zakleił usta taśmą. Torturował go godzinami, przeprowadził na nim sekcję żywcem. Jednak czegoś mu brakowało. Nie czuł połączenia. Chciał słyszeć błagania, gdy rozcinał brzuch mężczyzny, a dostał tylko jęki stłumione przez szmatę.
Nauczył się i zmienił metodę.
Ofiary trzeba było porywać, zawozić do opuszczonego budynku, w którym ich głosy nie musiały być niczym ograniczone. Tworzył z nich muzykę. Dźgał odpowiednie miejsca, aby wywoływać różne rodzaje krzyków i pisków. Kłucie mięśnia czworobocznego lędźwi wywoływało długi, głęboki ryk, a przecięcie tętnicy szyjnej dawało dźwięk podobny do odgłosów duszonego kota. W ich cierpieniu słychać było szczerość. Ji-Woon nagrywał wszystkie sesje, obrabiał je i wykorzystywał w piosenkach. Wrzaski ukrywał pod warstwami melodii.
Praca wprowadzała go w euforię. Zostawił tropy dla policji. Futrzany szal z ostatniej sesji zdjęciowej owinął wokół poderżniętego gardła ofiary. Podczas kolejnego zabójstwa wyrwał mężczyźnie zęby, których brakowało bokserowi w jednym z jego teledysków. Szczególnie zuchwałą próbą zdobycia uwagi było zabicie fanki, którą poznał w trakcie VIP-owskiego spotkania. Zamienił jej oczy na diamentowe spinki do mankietów, a krwią na klatce piersiowej napisał „WIDZIAŁAM BOGA”. Każda scena była oszałamiającym widowiskiem.
Między muzyką a morderstwami Ji-Woon zyskał światową sławę. Jednak gdy przemoc stała się jego preferowanym stylem, kariera muzyczna ucierpiała. Zyski spadały i szefostwo Mightee One obwiniało jego. Yun-Jin starała się go bronić, wykorzystując całą swą zawodową wściekłość, ale nie miała szans. Zdecydowano, że Ji-Woon nie będzie dłużej sam produkował własnych utworów.
Ta decyzja była druzgocząca. Jego piosenki łączyły muzykę z prawdziwym człowieczeństwem, a kierownictwo odrzucało wszystko, co nie było ogólne i oklepane. W porządku. Jeśli nie potrafią zrozumieć jego sztuki, dołączy ich do niej, aż do nich dotrze.Miał trzy miesiące do prywatnego koncertu dla członków zarządu Mightee One. Trzy miesiące, by zaplanować swoje największe dzieło. Przelał niesamowite kwoty weterynarzowi w zamian za kanistry podtlenku azotu, a potem przekupił technika scenicznego prywatnej hali koncertowej Mightee One, aby zdobyć dostęp do pomieszczenia. Sława dawała mu przywileje, o których zwykli ludzie mogli tylko pomarzyć. Gdy występ był gotowy i szefowie oraz obsługa koncertu czekali na wejście spóźniającego się Magika, do pomieszczenia został wpuszczony gaz.Kiedy Ji-Woon wszedł do środka, na wpół przytomne ciała rozlewały się w fotelach i pełzały po podłodze. Działał szybko. Związał wszystkich i zatrzymał się tylko przy Yun-Jin – kobiecie, która wyciągnęła go z bagna i poprowadziła drogą, na jaką zasługiwał. Miała zostać nagrodzona. Otrzymać specjalny dostęp do nadchodzącej cudownej wystawy. Nawet pod wpływem działania środka usypiającego walczyła dużo silniej niż inni. Była jak burza. Usadził ją jako jedynego widza i uniemożliwił jej zamknięcie oczu. Pozostałych, jęczących i łkających, zaniósł na scenę na ostatni akt. Z szyderczym uśmiechem nałożył im na twarze makijaż i skierował na nich światła. Stali się jego instrumentami.Odegrał na nich wyprodukowane przez siebie utwory. Torturował ich i z gracją przeskakiwał od jednego ciała do drugiego, by z ich wycia utworzyć operowe crescendo. Krzyczeli, stękali, skomleli, płakali, wzywali ukochanych, wołali matki. Był to niesamowity wyraz emocji, pokaz tego, co znaczy być człowiekiem. Występowali z oczami utkwionymi w Ji-Woonie.Wnętrzności spadały ze sceny do momentu, kiedy po rzucie nożem ostatni ludzki instrument ucichł, a muzyka się skończyła. Pokryty potem i krwią, zmęczony Ji-Woon spojrzał na Yun-Jin i ukłonił się. Kurtyna. Osiągnął perfekcję. Z nożem w ręce ruszył w kierunku Yun-Jin, przygotowany, aby w ostatniej scenie dokończyć to, co zaczął. Jednak gdy do niej podszedł…Mgła. Nie wiedział, skąd się wzięła, ale otoczyła ich. Była wilgotna, chłodna… Przyjemna. Zobaczył wielką scenę: szpitale i świątynie, lasy i rzeźnie. Niezmierzony teren pełen zardzewiałych haków, podtrzymywany milionem oczu, które będą na niego patrzyły, żywiły się nimi, doświadczały go. Musiał to tylko zaakceptować. Stać się częścią Mgły i… wywoływać krzyk.
Czas na bis!
Ji-Woon nie zawiódł oczekiwań ojca. Po latach prezentowania umiejętności nieistotnym ludziom na konkursach talentów trafił na drogę do gwiazdorstwa. Yun-Jin Lee, producentka w Mightee One Entertainment, przyjęła go do programu szkoleniowego. Przeniósł się do internatu w Seulu, gdzie przez czternaście godzin dziennie zmieniany był w gwiazdę, uczony ruchów i śpiewu oraz odpowiedniej równowagi pewności siebie i skromności.
Trening był wykańczający, ale działał. Yun-Jin wybrała Ji-Woona, aby dołączył do zespołu NO SPIN i wprowadził do grupy nową energię. Sława przyszła niemal od razu. Ji-Woon żył wśród wywiadów i zachwytu. I choć zabiegany harmonogram męczył członków jego zespołu, on sam był pełen energii. Każdy dzień potwierdzał, że był lepszy od miernot nieustannie wypluwanych przez społeczeństwo.
Jednak z czasem szampan stracił swój smak. Gdy Ji-Woon patrzył na fanów, widział, że ich radość i zazdrość dzielą się na pięciu członków zespołu. To spostrzeżenie sprawiło, że desperacko zapragnął czegoś więcej.
Ji-Woon zachowywał pozory i udawał urok, który dawno zatonął w morzu pogardy. Nagrał ostatni album NO SPIN z kolegami bez najmniejszej pomyłki. Po długiej przerwie obiadowej wrócił do studia i odkrył, że los zrobił mu prezent. Zapachu spalonych kabli nie dało się z niczym pomylić. Popędził do pokoju producenta i znalazł drzwi zablokowane przewróconymi głośnikami. Po drugiej stronie koledzy z zespołu walili w drzwi, a im wrzaskom towarzyszyło trzaskanie płomieni.
Ji-Woon zawołał do nich, popędził do głośników, podniósł jeden z nich i… zatrzymał się. Zamarł. Każdy oddech był świadomym procesem wymagającym pełni jego uwagi. Pobliskie krzyki były ledwie słyszalne. Wycofał się. I wtedy to usłyszał. Płonęli i wrzeszczeli jego imię. Błagali, żeby ich uratował. Ji-Woon! Ji-Woon! Ji-Woon Hak! Była to najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszał. Gdy przybyli strażacy, jego łzy nie były udawane.
Ji-Woon został okrzyknięty postacią tragiczną – bohaterem, który zrobił wszystko, co mógł, by ratować przyjaciół. Yun-Jin prowadziła go przez wywiady, aż nadszedł czas na zmianę marki. Odrodził się jako Magik – artysta solowy, który sam tworzył swoje piosenki i skrywał czułe serce pod dziką powłoką. Jednak poza aranżacjami koncertów i scen w telewizji pojawiło się w nim coś mrocznego.
Za cel obierał tych, którzy mieszkali sami. Przychodził do nich w nocy. Pierwszy był student, do którego pokoju prowadziły schody przeciwpożarowe. Ji-Woon obudził mężczyznę uderzeniem kija bejsbolowego w głowę. Związał mu ręce i nogi, zakneblował szmatą i zakleił usta taśmą. Torturował go godzinami, przeprowadził na nim sekcję żywcem. Jednak czegoś mu brakowało. Nie czuł połączenia. Chciał słyszeć błagania, gdy rozcinał brzuch mężczyzny, a dostał tylko jęki stłumione przez szmatę.
Nauczył się i zmienił metodę.
Ofiary trzeba było porywać, zawozić do opuszczonego budynku, w którym ich głosy nie musiały być niczym ograniczone. Tworzył z nich muzykę. Dźgał odpowiednie miejsca, aby wywoływać różne rodzaje krzyków i pisków. Kłucie mięśnia czworobocznego lędźwi wywoływało długi, głęboki ryk, a przecięcie tętnicy szyjnej dawało dźwięk podobny do odgłosów duszonego kota. W ich cierpieniu słychać było szczerość. Ji-Woon nagrywał wszystkie sesje, obrabiał je i wykorzystywał w piosenkach. Wrzaski ukrywał pod warstwami melodii.
Praca wprowadzała go w euforię. Zostawił tropy dla policji. Futrzany szal z ostatniej sesji zdjęciowej owinął wokół poderżniętego gardła ofiary. Podczas kolejnego zabójstwa wyrwał mężczyźnie zęby, których brakowało bokserowi w jednym z jego teledysków. Szczególnie zuchwałą próbą zdobycia uwagi było zabicie fanki, którą poznał w trakcie VIP-owskiego spotkania. Zamienił jej oczy na diamentowe spinki do mankietów, a krwią na klatce piersiowej napisał „WIDZIAŁAM BOGA”. Każda scena była oszałamiającym widowiskiem.
Między muzyką a morderstwami Ji-Woon zyskał światową sławę. Jednak gdy przemoc stała się jego preferowanym stylem, kariera muzyczna ucierpiała. Zyski spadały i szefostwo Mightee One obwiniało jego. Yun-Jin starała się go bronić, wykorzystując całą swą zawodową wściekłość, ale nie miała szans. Zdecydowano, że Ji-Woon nie będzie dłużej sam produkował własnych utworów.
Ta decyzja była druzgocząca. Jego piosenki łączyły muzykę z prawdziwym człowieczeństwem, a kierownictwo odrzucało wszystko, co nie było ogólne i oklepane. W porządku. Jeśli nie potrafią zrozumieć jego sztuki, dołączy ich do niej, aż do nich dotrze.Miał trzy miesiące do prywatnego koncertu dla członków zarządu Mightee One. Trzy miesiące, by zaplanować swoje największe dzieło. Przelał niesamowite kwoty weterynarzowi w zamian za kanistry podtlenku azotu, a potem przekupił technika scenicznego prywatnej hali koncertowej Mightee One, aby zdobyć dostęp do pomieszczenia. Sława dawała mu przywileje, o których zwykli ludzie mogli tylko pomarzyć. Gdy występ był gotowy i szefowie oraz obsługa koncertu czekali na wejście spóźniającego się Magika, do pomieszczenia został wpuszczony gaz.Kiedy Ji-Woon wszedł do środka, na wpół przytomne ciała rozlewały się w fotelach i pełzały po podłodze. Działał szybko. Związał wszystkich i zatrzymał się tylko przy Yun-Jin – kobiecie, która wyciągnęła go z bagna i poprowadziła drogą, na jaką zasługiwał. Miała zostać nagrodzona. Otrzymać specjalny dostęp do nadchodzącej cudownej wystawy. Nawet pod wpływem działania środka usypiającego walczyła dużo silniej niż inni. Była jak burza. Usadził ją jako jedynego widza i uniemożliwił jej zamknięcie oczu. Pozostałych, jęczących i łkających, zaniósł na scenę na ostatni akt. Z szyderczym uśmiechem nałożył im na twarze makijaż i skierował na nich światła. Stali się jego instrumentami.Odegrał na nich wyprodukowane przez siebie utwory. Torturował ich i z gracją przeskakiwał od jednego ciała do drugiego, by z ich wycia utworzyć operowe crescendo. Krzyczeli, stękali, skomleli, płakali, wzywali ukochanych, wołali matki. Był to niesamowity wyraz emocji, pokaz tego, co znaczy być człowiekiem. Występowali z oczami utkwionymi w Ji-Woonie.Wnętrzności spadały ze sceny do momentu, kiedy po rzucie nożem ostatni ludzki instrument ucichł, a muzyka się skończyła. Pokryty potem i krwią, zmęczony Ji-Woon spojrzał na Yun-Jin i ukłonił się. Kurtyna. Osiągnął perfekcję. Z nożem w ręce ruszył w kierunku Yun-Jin, przygotowany, aby w ostatniej scenie dokończyć to, co zaczął. Jednak gdy do niej podszedł…Mgła. Nie wiedział, skąd się wzięła, ale otoczyła ich. Była wilgotna, chłodna… Przyjemna. Zobaczył wielką scenę: szpitale i świątynie, lasy i rzeźnie. Niezmierzony teren pełen zardzewiałych haków, podtrzymywany milionem oczu, które będą na niego patrzyły, żywiły się nimi, doświadczały go. Musiał to tylko zaakceptować. Stać się częścią Mgły i… wywoływać krzyk.
Czas na bis!